Przejdź do treści

Toz Fauna Ruda Śląska. Rozmowa z Beatą Drzymałą o schronisku dla zwierząt od środka

Schronisko nie ma godzin otwarcia ani zamknięcia - pracuje całą dobę. Za tą prostą informacją kryje się codzienność, o której mało kto myśli, adoptując zwierzę przez internet: rosnące góry dokumentów, coraz więcej chorych i zaniedbanych zwierząt, moda na określone rasy i psy czekające na dom po kilka lat. 

Rozmowę przeprowadziliśmy podczas wizyty w Fundacji Fauna, gdy zespół sklepu jeździeckiego Equishop z Rudy Śląskiej przywiózł do schroniska dary. Rozmawiamy z Beatą Drzymałą, która współtworzy to miejsce i od ponad dwóch dekad prowadzi program edukacyjny dla dzieci i młodzieży. To rozmowa o realiach, ale też o wierze w to, że można coś zmienić.

Doba bez przerwy, czyli jak wygląda dzień w schronisku

Kinga (Equishop): Pani Beato, jak wygląda typowy dzień w schronisku, od otwarcia do zamknięcia?

Beata Drzymała, Fauna: U nas nie ma otwarcia ani zamknięcia, pracujemy całą dobę. Wszystko zależy od tego, z perspektywy której osoby patrzymy. Dwie osoby zajmują się kotami i podawaniem im leków, jedna odpowiada za sprawy zdrowotne psów. Są też osoby, które codziennie muszą posprzątać wszystkie pomieszczenia. Psie boksy sprząta się między 8:00 a 14:00, praktycznie robi to jedna osoba. Na nocnej zmianie sprząta się cały blok koci i cały blok weterynaryjny oraz karmi koty. Każdy ma więc swój przydział czynności na dany dzień i w każdej chwili dla każdego coś jest zarezerwowane.

Niestety, w obecnych czasach bardzo dużo czasu zajmuje papierologia. Kiedyś spędzałam nad tym w zasadzie jeden dzień w tygodniu i ogarniałam wszystko. Dziś mamy cztery osoby i nie jesteśmy w stanie tego dopiąć. Żartujemy, choć to żart przez łzy, że niedługo trzeba będzie postawić naprzeciwko biurowiec, żeby to wszystko pomieścić. Cały czas mamy zaległości, bo ciągle dochodzi coś nowego, szczególnie w kwestiach formalnych.

Coraz więcej chorych zwierząt

Kinga (Equishop): Skąd bierze się ta rosnąca liczba obowiązków?

Beata Drzymała, Fauna: Trafia do nas coraz więcej chorych zwierząt. Myślę, że działa to trochę tak, że ludzie kupują sobie „fajną rzecz”. Ktoś wieczorem siada z kawą i ciastkiem, kupuje nowe buty, nową bluzę, a przy okazji psa. To są bardzo często nieprzemyślane decyzje. Potem okazuje się, że zwierzak przysparza problemów behawioralnych albo zaczyna chorować. I wtedy tę „rzecz, która się zepsuła”, ludzie wyrzucają, a te zwierzaki trafiają do nas.

Połowa naszych zwierząt to takie, które muszą przejść jakieś zabiegi, często skomplikowane operacje chirurgiczne czy ortopedyczne, po których rekonwalescencja trwa długo. Bardzo często psy mają zęby w katastrofalnym stanie i trzeba przeprowadzać sanację całej jamy ustnej, usuwać po kilka czy kilkanaście zębów. Wiele zwierząt ma też problemy behawioralne.

Reset w psychice zwierzaka

Kinga (Equishop): Czyli największym wyzwaniem jest praca nad „resetem” takiego psa?

Beata Drzymała, Fauna: Tak, choć w warunkach schroniskowych jest to w zasadzie prawie niemożliwe. Każdy, kto ma pojęcie o behawiorze psa czy kota, wie, że w miejscu, gdzie jest taka liczba zwierząt, gdzie co chwilę pojawia się inny człowiek i gdzie zwierzęta przez całą dobę są narażone na całą gamę bodźców, i pozytywnych, i negatywnych, praca behawioralna jest bardzo trudna. A mimo to musimy sobie poradzić z psami oddanymi na przykład za agresję, bez szkody dla siebie i dla nich.

Chodzi o wykonanie resetu w psychice zwierzaka, który niczego nie został nauczony. On nie został źle wychowany, on w ogóle nie został wychowany, bo ludzie często nie mają pojęcia o psim behawiorze. To długie tygodnie, a nawet miesiące pracy. Samo podanie leku czy szczepionki psu w tak stresującym miejscu jak schronisko jest nie lada wyzwaniem, bo nie chcemy go dodatkowo stresować, tylko nauczyć pozytywnych zachowań.

Ile zwierząt czeka na dom

Kinga (Equishop): Ile zwierząt aktualnie u Państwa przebywa?

Beata Drzymała, Fauna: Aktualnie mamy niecałe 110 psów i niecałe 130 kotów.

Kinga (Equishop): Jak długo przeciętnie zwierzę czeka na nowy dom?

Beata Drzymała, Fauna: Nie ma reguły. Są psy, które są u nas prawie pięć lat. I są takie, które trafiają do kwarantanny, a gdy ludzie je wyśledzą, od razu mają rzeszę chętnych. Jeśli pies nie ma problemów behawioralnych, proces idzie znacznie szybciej. Jeśli jest w typie rasy, ustawia się kolejka. Z wyjątkiem psów bullowatych, których mamy teraz najwięcej.

Moda na rasy

Beata Drzymała, Fauna: Warto wspomnieć, że istnieje moda na określone rasy, nie tylko na buty, ciuchy czy samochody. W tej chwili „na topie” są psy bullowate. To psy specyficzne: przekochane, bardzo mądre i absolutnie nie agresywne z natury, bo pies będzie zawsze taki, jakim go wychowamy. Są jednak bardzo silne i potrzebują dużo ruchu. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, biorą takiego psa, a gdy zaczyna niszczyć mieszkanie, ma lęk separacyjny albo zaczyna wykazywać agresję, oddają go do schroniska albo porzucają.

Jeśli więc to mały pies w typie rasy i bez problemów behawioralnych, ustawia się po niego kolejka. Jeśli to pies z problemami behawioralnymi albo w wieku powyżej 8-10 lat, takie zwierzaki spędzają u nas nawet wiele lat.

Sezam i Kubuś, dwie historie czekania

Beata Drzymała, Fauna: Mamy na przykład Sezama, który wykazuje agresję zasobową. Jest czarny, gładkowłosy, średniej wielkości, czyli standardowy, i praktycznie nikt się nim nie interesuje. W tym momencie ma jakieś 8-9 lat.

Kinga (Equishop): Czyli szanse cały czas maleją.

Beata Drzymała, Fauna: Maleją. I zawsze boimy się, czy zdążymy z adopcją. Ale zdarzają się cudowne sytuacje. Mieliśmy owczarka Kubusia, który spędził w schronisku ponad cztery lata. W przeliczeniu na ludzkie lata miał ich ze sto. Nie miał już praktycznie zębów, po kłach zostały cztery „pnioki”. A był psem przesympatycznym, o cudownym charakterze. Zawsze go pokazywałam dzieciom jako tego, o którego się boimy, bo jego życia nie należało już liczyć w latach, może w miesiącach. I znalazł dom tuż przed Bożym Narodzeniem, w zeszłym roku. U nas zdarzają się cuda i my w nie wierzymy.

Sezonowość porzuceń

Kinga (Equishop): Czy nadal obserwują Państwo, że po wakacjach lub po świętach liczba porzuconych zwierząt rośnie?

Beata Drzymała, Fauna: Po świętach nie. Myślę, że dlatego, że żadne schronisko ani niemal żadna fundacja nie wydaje już zwierząt w okresie przedświątecznym. Nietrafionych prezentów jest coraz mniej i wszyscy stale o tym mówimy: zwierzę nie jest dobrym pomysłem na prezent.

W okresie wakacyjnym bywa różnie. W zeszłym roku było tragicznie, dwa, trzy lata temu byliśmy zaskoczeni bardzo pozytywnie. W tym roku wolę nie zapeszać, na razie nie jest źle, choć psów mamy nieco więcej niż w kwietniu czy maju. Jeśli chodzi o koty, w zeszłym roku mieliśmy klatki porozkładane wszędzie: w sali edukacyjnej, w szatni, w biurze, na korytarzach, bo się nie mieściły. Ale to nie był efekt porzuceń, tylko niekontrolowanego rozmnażania. Teraz mamy kilkanaście maluchów, w zeszłym roku było ich kilkadziesiąt.

Trzydzieści lat zmian

Kinga (Equishop): Czy zauważa Pani pozytywne zmiany w podejściu ludzi?

Beata Drzymała, Fauna: Te zmiany na pewno są. Schronisko w tym roku obchodzi trzydzieste urodziny. Kiedy zaczynaliśmy działalność, bywało u nas ponad 450 psów. Dziś sama nie potrafię w to uwierzyć, ta liczba od kilku dobrych lat nigdy nie przekracza 150. Biorąc pod uwagę czyste statystyki, widać pozytyw.

Zwiększa się natomiast liczba kotów, ale nie dlatego, że są porzucane.

Znikające koty wolno żyjące

Beata Drzymała, Fauna: Myślę, że w najbliższych latach z naszych ulic znikną koty wolno żyjące. To wcale nie jest pozytywne, bo jeśli one znikną, będziemy musieli zaprzyjaźnić się z gryzoniami, ze szczurami na czele. My, ludzie, sobie z nimi nie poradzimy, żadne trutki nie będą tak skuteczne jak kot.

Kotom w mieście zagraża jednak coraz więcej. Coraz więcej osób chce żyć w totalnej betonozie, więc koty zaczynają im przeszkadzać. Ludzie wymyślają absurdy, że „przenoszą choroby, przenoszą pchły”, próbują im uprzykrzać życie, a nawet je truć. Największym problemem są samochody, które odbierają życie większości dzikich kotów. Z jednej strony to tragiczne, bo dziki kot jest moim zdaniem szczęśliwy, żyjąc zgodnie z naturą, kot jest miłośnikiem wolności. Z drugiej strony zagrożenia cywilizacji dają do myślenia. Obawiam się, że taki widok szczęśliwego, wolno żyjącego kota zniknie, jak stało się to u naszych sąsiadów w Niemczech. A te koty trafią do schroniska.

Dlaczego kot cierpi w schronisku bardziej niż pies?

Beata Drzymała, Fauna: W schronisku na wiele z nich będzie czyhała śmierć, bo koty są z natury samotnikami. Kiedy trafiają do kociarni, nawet świetnie wyposażonej, z suplementami i dobrym jedzeniem, w dużej grupie zawsze czują się źle. A kiedy kot jest sfrustrowany i zestresowany, momentalnie spada jego odporność; tak działa kocia fizjologia. Dlatego kot znosi warunki schroniskowe znacznie trudniej niż pies, z czego ludzie nie zdają sobie sprawy. Im więcej kotów w schroniskach, tym ich los jest tragiczniejszy.

Kinga (Equishop): Dużo uwagi poświęcamy psom, ale kotów też jest bardzo dużo.

Beata Drzymała, Fauna: Bardzo dużo. Od kilku lat notujemy więcej kotów niż psów.

Edukacja jako priorytet

Kinga (Equishop): Czy kampanie edukacyjne i działania influencerów realnie wpływają na liczbę adopcji?

Beata Drzymała, Fauna: Trudno wyczuć, co na co działa. Uważam, że przede wszystkim musimy edukować, dzieci i dorosłych. I to robimy. Dla mnie od początku był to priorytet. Samo prowadzenie schroniska jest ważne, ale jeśli skupimy się tylko na tym, będziemy dreptać w miejscu. Kiedy edukujemy ludzi, możemy mieć nadzieję, że kiedyś będzie lepiej. Nasz program edukacyjny trwa od 2002 roku.

Kiedy przychodzą do nas ludzie, którzy wspominają psa jeżdżącego z nami przed laty do szkół i przedszkoli, a byli wtedy uczniami czy przedszkolakami, i przychodzą dziś z własnymi dziećmi, żeby pokazać im schronisko, wziąć zwierzaka albo przynieść dar, to dla mnie sygnał, że dzieje się coś dobrego.

Łzy, które mają znaczenie

Beata Drzymała, Fauna: Kiedy przychodzą do nas grupy z przedszkoli i szkół i widzę, że któreś dziewczyny ukradkiem wycierają łzy albo się nawzajem pocieszają, to z jednej strony smutne, ale z drugiej trochę o to zabiegam. Mam nadzieję, że coś zostanie w ich sercach. Te dzieci potem przynoszą dary i robią wspaniałe akcje: pieką ciasta, robią bransoletki, przeznaczają dochód ze szkolnego spektaklu na nasze zwierzaki. Nie wierzę, że taka młodzież za kilka lat kupi sobie psa na OLX jako dodatek do nowych butów, a gdy się znudzi, porzuci go albo odda, kłamiąc, że „znalazła go za rogiem”.

Dzieciaki przyjeżdżają do nas pociągiem, z przesiadkami, z gigantycznymi plecakami pełnymi darów, które same uzbierały. Zawsze im mówię, że to cudowne, że tu są, bo to znak, że spełni się moje marzenie. Jako dziecko marzyłam, żeby to schronisko powstało. To się udało. A teraz marzę o tym, żeby tego schroniska już nie było, i zachęcam ich, żeby żyli i działali tak, aby pomóc mi to marzenie spełnić.

Kinga (Equishop): Widać, że sama się Pani wzrusza, gdy o tym mówi.

Beata Drzymała, Fauna: Tak zawsze jest. Opowiadam im o mojej teorii: jeśli coś jest dobre i uparcie do tego dążymy, to się spełni. Chcę, żeby wierzyli w to we własnym życiu. A jeśli wszyscy będziemy dążyć do tego, żeby schronisk nie było, to do tego dojdziemy, i będziemy żyli jak w Skandynawii, gdzie zjawisko bezdomności zwierząt praktycznie nie istnieje.

Historia, której nie da się zapomnieć

Kinga (Equishop): Czy jest historia psa lub kota, której Pani nigdy nie zapomni?

Beata Drzymała, Fauna: Takich historii jest dużo. Zwierzakiem, którego nigdy nie zapomnę i którego adopcja wszystkich nas wzruszyła, był wspomniany Kubuś. Przed nim był wyjątkowy Beluś, mieszaniec z kaukazem, który przez wiele lat jeździł ze mną do szkół i całe życie spędził w schronisku. Stał się naszą wizytówką; był chyba jednym z najsławniejszych psów w okolicy i na zawsze pozostanie w sercach wielu ludzi.

Pamiętam, jak zabierałam go na pierwsze zajęcia. Koleżanka, z którą pracuję od wielu lat, powiedziała: „Bierze pani jednak tego Belusia? To będę pani wysyłać paczki, jak panią posadzą, bo on te wszystkie dzieci zje!”. Nie zjadł. Na początku bardzo się bał, a potem wykazał wielki talent pedagogiczny. Ale te pierwsze zajęcia wszyscy pamiętają.

Floyd, pies, który pokonał pół świata

Beata Drzymała, Fauna: Opowiadam dzieciom historię pieska o imieniu Floyd, na potwierdzenie mojej teorii, że jeśli coś jest dobre i uparcie się do tego dąży, to się spełnia.

Floyd trafił do nas „na hotel”. Uciekł tuż przed nalotem ze swoją dwunastoletnią panią z Mikołajowa na Ukrainie, kiedy zaczęła się wojna. Dziewczynka z mamą przyjechały do Katowic. Potem część uchodźców miała możliwość wyjazdu do Stanów, na Florydę, i tak szczęśliwie w nieszczęściu złożyło się, że ta rodzina mogła wyjechać.

Rodzice poprosili, żebyśmy przez jakiś czas przechowali Floyda, bo nie jest łatwo zabrać psa do Stanów. To kraj wolny od wścieklizny, więc pies musi przejść gruntowne badanie krwi. W Polsce wykonuje je tylko instytut w Puławach, a że po wybuchu wojny przemieszczało się mnóstwo zwierząt, badania trwały od miesiąca do dwóch. Rodzina poprosiła, żebyśmy odebrali wyniki i dali znać, a oni spróbują znaleźć kogoś, kto przetransportuje psa na drugi koniec świata.

Zgodziliśmy się. Choć wierzę w cuda, nie chciało mi się wierzyć, że uda się przewieźć go tak daleko. A oni cały czas byli w kontakcie. Przez ponad dziewięć miesięcy szukali kogoś do transportu. Trafili na kilka osób, Polaków i Ukraińców, którzy ich oszukali: wzięli zaliczkę i nie przewieźli psa.

Pamiętam moment, gdy tata dziewczynki, postawny mężczyzna, płakał tu jak przedszkolak, oddając Floyda. Była zima, mróz, a on miał tylko koszulkę z krótkim rękawem i nieocieploną skórzaną kurtkę. Ściągnął tę koszulkę i włożył ją Floydowi do posłania, żeby pies miał przy sobie zapach kogoś z rodziny. I tak, niemal goły, w letniej kurtce, pojechał do Katowic.

Kiedyś, po wielu miesiącach, zaproponowałam, że znajdę Floydowi najlepszy dom w Polsce. Kobieta zadała mi wtedy pytanie, rozmawialiśmy przez tłumacza w telefonie, co uważam za najważniejsze na świecie. Pomyślałam: uciekli przed wojną, więc pewnie pokój. Odpowiedzieli, że pokój jest ważny, ale najważniejsza jest rodzina i to, żeby zawsze była razem. Floyd jest członkiem ich rodziny, i choćby mieli przez kilka lat pracować tylko na to, żeby znów byli w komplecie, to będą.

Po dziewięciu miesiącach znalazła się Ukrainka, która pomogła przewieźć Floyda. Transport kosztował ich prawie 15 tysięcy. Wyszli z domu z reklamówką, w której było kilka artykułów spożywczych, mieli tylko to, co dostali w Katowicach, i wszystko musieli zaczynać od nowa. Później przysłali mi zdjęcia ze schronu, w którym dziewczynka spędziła 12 dni; gdy wychodzili, budynku, w którym mieszkali, praktycznie już nie było. Nawet mnie, wierzącej w cuda, trudno było uwierzyć, że ten maleńki pies, miniaturowy pinczer, pokona pół świata, żeby wrócić do rodziny. A jednak zdążył i historia zakończyła się szczęśliwie.

Kinga (Equishop): Opowiadając ją, znów się Pani wzrusza.

Beata Drzymała, Fauna: Tak zawsze jest. Zawsze tą historią kończę wizytę. Mówię dzieciom jeszcze jedno: że złych ludzi jest dużo, bo wszystkie te psy i koty, które dziś widziały i przytulały, miały kiedyś swojego pana i swój dom, ale trafiły na złych ludzi. Ale dobrych ludzi jest o wiele więcej, bo gdyby nie oni, nasze schronisko by nie istniało. Jesteśmy schroniskiem społecznym i wszystko, od misek po sam budynek, powstało z darów. Jeśli więc dąży się do czegoś dobrego, to na pewno się spełni.

Jak realnie pomóc schronisku?

Kinga (Equishop): Są ludzie, którzy mają własne psy i nie mogą adoptować, ale chcą pomagać. Co jest najważniejsze?

Beata Drzymała, Fauna: Można bardzo wiele. Można zostać wolontariuszem, kolokwialnie mówiąc, „psim wolontariuszem”. Właśnie tydzień temu mieliśmy kolejny nabór. W soboty i niedziele przychodzi grupa ludzi, która wyprowadza nasze zwierzaki na spacery. To coś dla zwierząt, ale i dla samych ludzi, nasi wolontariusze twierdzą, że to lepsze niż jogging, pilates i siłownia razem wzięte.

Mamy kilka wolontariatów rodzinnych, gdy rodzina nie może mieć własnego psa, bo na przykład ktoś jest alergikiem, tu może wspólnie spędzić czas ze zwierzakami. Nie ma się psa w domu, a można mieć ich tutaj sto. Kto jest kociarzem, może pomagać w kociarni. Robimy też akcje promocyjne i adopcyjne w centrach handlowych i sklepach. Przyda się każdy talent: fotograficzny, graficzny, pomysł na promocję, na pozyskanie darczyńców. Zachęcamy też do przekazywania 1,5% podatku, bo wszystkie te obiekty powstały z odpisów podatkowych. A kto szuka przyjaciela, znajdzie go u nas.

Dary, o czym warto wiedzieć?

Kinga (Equishop): Jeśli decydujemy się na dary, co jest najbardziej potrzebne, a co kompletnie nietrafione?

Beata Drzymała, Fauna: Najlepiej najpierw do nas zadzwonić, zanim się cokolwiek kupi. Na dziś najbardziej potrzebna jest mokra karma dla kotów i suplementy dla nich: VetoMune, który można kupić przez internet, oraz Sinupret, ludzki lek z apteki, który podajemy kotom przy problemach z górnymi drogami oddechowymi.

Jest też apel ważny zawsze: lepiej kupić pół kilograma dobrej suchej karmy albo jedną dobrą saszetkę niż tanią karmę marketową. Te najtańsze karmy nie służą zwierzakom, chorują po nich, mają biegunki, a często nawet nie chcą ich jeść. To pieniądze wyrzucone w błoto. Karma nie musi być z najwyższej półki, ale przypuszczam, że kto ma własnego zwierzaka, też nie kupuje mu najtańszej. Skoro na leczenie wydajemy tysiące złotych, a to koszty rzędu 60 tysięcy miesięcznie, to karmienie potem najtańszą karmą bez wartości odżywczych mijałoby się z celem.

Cenne są też wspólne akcje. Ktoś myśli: „nie stać mnie na karmę za 100 zł”, ale chętnie przeznaczy 5 zł na saszetkę. Jechać z jedną saszetką nie ma sensu, ale jeśli grupa sąsiadów albo pracowników firmy zorganizuje zbiórkę, uzbiera się kilka kartonów i to jest już realna pomoc.

Gdy zaczęły się upały, wystosowaliśmy na Facebooku apel o baseniki. Ludzie zareagowali od razu i po kilku dniach każdy pies miał swój basenik, mamy nawet zapas na przyszły rok, bo w sezonie zwierzaki wykorzystują je na maksa. Potem prosiliśmy o namioty ogrodowe do niezadaszonych boksów i też od razu odzew się pojawił. Dlatego najlepiej najpierw zadzwonić.

Kinga (Equishop): Jest Pani silnikiem napędowym tej maszyny.

Beata Drzymała, Fauna: Nie ja jedna, cała grupa ludzi. Jedna osoba nie jest w stanie zrobić nic. Żeby cokolwiek powstało, zawsze musi być grupa, która bezpośrednio się tym zajmuje, i wokół niej druga grupa, która dodaje skrzydeł. Sami moglibyśmy tu tylko usiąść i płakać nad zwierzakami, ale bez takich ludzi jak Państwo nie zrobilibyśmy nic.

Podsumowanie

Rozmowa z Beatą Drzymałą pokazuje schronisko bez upiększeń: jako miejsce pracujące całą dobę, obciążone formalnościami i coraz większą liczbą chorych oraz zaniedbanych zwierząt. Jednocześnie to opowieść o realnej zmianie, o spadku liczby psów z ponad 450 do maksymalnie 150 w ciągu trzydziestu lat, o sile edukacji dzieci i o tym, że dobrych ludzi jest więcej niż złych. Wnioski dla czytelnika są dwa: adopcja i pomoc mają sens, jeśli są przemyślane, a zanim kupimy dary, warto po prostu zadzwonić i zapytać, czego naprawdę potrzeba.

O akcji. Patronem akcji marka Canagri. Do zwierzaków trafiły między innymi zabawki i akcesoria pielęgnacyjne, w tym produkty marek Kerbl i Magic Brush. Dziękujemy Canagri i wszystkim, którzy wsparli tę akcję. To dzięki takim ludziom schronisko może działać.


Kinga Wysocka

General Manager Equishop · ekspertka doradztwa sprzedażowego i marketingu

Kinga Wysocka

10 lat doświadczenia w branży jeździeckiej. W artykułach Equishop dzieli się wiedzą o bezpieczeństwie i doborze sprzętu jeździeckiego.

Podobne artykuły

Toz Fauna Ruda Śląska. Rozmowa z Beatą Drzymałą o schronisku dla zwierząt od środka

Toz Fauna Ruda Śląska. Rozmowa z Beatą Drzymałą o schronisku dla zwierząt od środka

Schronisko nie ma godzin otwarcia ani zamknięcia, pracuje całą dobę. Rozmawiamy z Beatą Drzymałą o realiach tej pracy, o psach czekających na dom latami i o tym, że dobrych ludzi...
Koń upały. Jak pomóc koniowi bezpiecznie przetrwać wysokie temperatury? - Equishop

Koń upały. Jak pomóc koniowi bezpiecznie przetrwać wysokie temperatury?

Koń nie przystawia się do upału z dnia na dzień, a przegrzanie potrafi skończyć się odwodnieniem czy udarem cieplnym. Zebraliśmy konkretny plan na gorące dni: od nawadniania i elektrolitów, przez...
Jak dopasować siodło do konia? Dlaczego nie wystarczy ocena w stój. - Equishop

Jak dopasować siodło do konia? Dlaczego nie wystarczy ocena w stój.

Siodło perfekcyjnie leżące na stojącym koniu może całkowicie zmienić balans, gdy koń zacznie pracować. Grzbiet się unosi, łopatka wchodzi pod łęk, a ukryte niedopasowanie wychodzi dopiero w ruchu. Dowiedz się,...